Praktyka Jaźni na Wprost

Ciekawość wiedzie nas wieloma ścieżkami poznania i początkowo wierzymy, że istnieje jego kres. Że oto przyjdzie taki moment, kiedy nasycimy się wszelką pełnią wiedzy o przedmiotach i procesach ich przemiany. Czasem jesteśmy oceniani w miarę naszych iluzorycznych postępów w nauce szkolnej (i nie tylko), a czasem podążamy własnymi, najczęściej zabronionymi przestrzeniami poznania.

I ciągle dowiadujemy się, że czegoś nie umiemy, czegoś nie wiemy; a są i takie dziedziny, że ani my, ani nikt na tym świecie tego czegoś nie wie. I pewnego dnia spostrzegamy, że nie wystarczy nam biologicznego czasu życia, aby poznać, doświadczyć i przeżyć – tego wszystkiego co wzbudziło kiedykolwiek nasze zainteresowanie.

Długo, bardzo długo trwa stan, w którym treść wypełniająca zjawiska jest dla nas ważniejsza od zjawiska samego. Dlatego nie potrafimy go dostrzec.

Bez końca dyskutujemy ze sobą i z innymi na wszelkie możliwe tematy; znajdujemy intelektualne wyjaśnienia konkretnych sytuacji, by po chwili zaprzeczyć sobie, szachując swój własny umysł jakąś nieoczekiwaną konstatacją.

„Nie można nalać herbaty do filiżanki, która już jest pełna”, jak zwykli mawiać mistrzowie praktyki Zen. A ja bym dodał: może chociaż przez moment należy pozostawić ją pustą, tak, aby było możliwe postrzeżenie podstawowego faktu, iż to właśnie pustka umożliwia wypełnianie jej – czymkolwiek.

Kiedy oddzielimy treść zjawiska od samego zjawiska, wówczas ustawiamy nasz umysł w pozycji rozpoznającej jego własny sposób działania. I nie ma to nic wspólnego z jakikolwiek procesem intelektualnym. Owszem, po wyjściu z tego stanu ubieramy nasze doświadczenie w słowa a nawet emocje, jednakże w trakcie kontaktu z prostym faktem, faktem bez treści, cała konceptualny przejaw intelektu jest nieobecny.

Od tego momentu zaczyna się Praktyka Jaźni na Wprost. Jest ona dostępna każdemu i nie wymaga jakiegokolwiek pozwolenia, nic nie kosztuje oraz można ją kultywować wszędzie i w każdym czasie. I nie ma potężniejszego instrumentu badawczego w znanym i nieznanym nam Wszechświecie, zarówno materialnym jak i duchowym.

Pojawiły się tradycje przekazu mocno i wyraźnie akcentujące owo poznawcze przejście w głąb, do wewnątrz, zamiast ustawicznego podążania po okręgu tak (wówczas mamy  złudzenie ruchu i postępu, lecz nigdy nie zbliżamy się do źródła zjawisk). Do takich wspaniałych tradycji należy zaliczyć Klasyczną Jogę Indyjską, Zen i pewnie jakieś inne, o których piszący te słowa po prostu nie słyszał, a przez to ich nie praktykował.

Ostatecznie zresztą nie to jest najważniejsze, bowiem nie nazwa decyduje o prawdziwości doświadczenia. Wzmiankowane praktyki zawierają w sobie wszystkie niezbędne elementy aby przeprowadzić adepta przez iluzoryczne pola intelektualnych wytworów do badania, jak w ogóle jest możliwe ich powstawanie.

To jest właściwy i dobry początek rzeczywistego powrotu Ulissesa do domu, którego zabrakło w powieści Jamesa Joyce’a.

Jacek Leśniewski
ΓΝΩΘΙ ΣΕΑΥΤΟΝ
2018

 

Fotografia: Ustka (archiwum prywatne).