Brahmacarya yama


ब्रह्मचर्य

Brahmaczaria z pierwszego członu pomocniczego jogi jest zasadą na wskroś kontrowersyjną. Niemal każda szkoła jogi inaczej ją interpretuje, zaś w obrębie samych szkół można spotkać wiele wzajemnie wykluczających się poglądów.

Jedni mówią, że brahmaczaria jama (brahmacarya yama) oznacza całkowitą rezygnację z doświadczania aktów płci. Że w obszarze fizycznej relacji seksualnej należy zachować całkowitą i bezwyjątkową wstrzemięźliwość, wybierając raczej śmierć ciała aniżeli doświadczenie zmysłów. Inni powiadają, że relacja jest dopuszczalna, choć pod pewnymi warunkami. Ciekawe, że samo uczucie miłości bynajmniej do owych niezbędnych warunków nie należy, natomiast prokreacja, a i owszem. Bywają jeszcze i tacy, dla których niczym nieskrępowany seks jest realizacją brahmaczarii (brahmacarya yama), i to w najlepszy możliwy sposób, bowiem uwalnia od niepokojącego i nieopanowanego napięcia.

Dlatego chyba źle zaczęliśmy.

Powinniśmy uczynić to od całkiem innej strony, aby to co wolno, albo czego nie wolno, nie przesłoniło nam skupienia na jamie brahmaczarii (brahmacarya yama).

Ale jak to zrobić, kiedy sensacyjność tematu jest tak wielka, że szybko popadamy w emocje dyskutując z innymi, najczęściej we własnym zdeterminowanym monologu? I obojętne, czy do omawianej kwestii podejdziemy od strony doktryny religijnej, czy też od strony konwencji społecznej; nieodmiennie napotykamy erupcję strumienia emocji, z samego centrum naszego Ja (aham). Dlatego, nie tędy droga.

Nie możemy zacząć od formułowania zasad użycia (albo nie użycia) energii płci, gdyż takie podejście zawsze prowadzi do wynaturzeń, dewiacji i rozpadu osobowości, w nas i wokół nas. Jest przy tym całkowicie obojętne, czy w myśl owych zasad pozwalamy sobie na seks, czy też jesteśmy w tej mierze całkowitym abstynentami. Przecież od wieków formułujemy zasady użycia energii płci, starając się przejąć nad nią kontrolę na wszelkich płaszczyznach ludzkiego istnienia, począwszy od narzuconej moralności osobistej, poprzez społeczne zachowania w tej kwestii, aż po religijne formuły, pozbawiające nas władzy nad własnym ciałem i umysłem.

No dobrze, ale czy jama brahmaczarii (brahmacarya yama) nie należy do gatunku zasad normujących energię płci, tym razem w obrębie praktyki jogi? Owszem, tak może być, jeśli podejdziemy do sprawy doktrynalnie – czyli tak samo, jak do całej reszty naszego życia. Można jednak inaczej, a sugestia jak, została zawarta w genialnym komentarzu Wjasy do J.S.II.30.

Przy skali problemu, jaki był z pewnością znany mistrzowi Wjasie, komentarz ten jest nadzwyczaj lakoniczny! Jest też niezwykły, gdyż w ogóle nie dotyczy fizyczności. Wjasa najwyraźniej uznał, że ten aspekt przejawu energii płci jest najmniej istotnym elementem dla kultywowania brahmaczarii (brahmacarya). Należy bowiem całe skupienie przenieść z powierzchownego zainteresowania seksem, własnym zaspokojeniem, albo czyjąś spełnioną realizacją erotycznego pragnienia, na ukryty (gupta) narząd psychiczny (indriya) umożliwiający ruch energii płci, a także cykliczną percepcję omawianego doświadczenia.

Ta bowiem obserwacja jest daleko ważniejsza, i w ogóle nie ma znaczenia, czy zachodzi ona w wyniku aktywności czy też pełnej abstynencji seksualnej. I dlatego aktywność albo abstynencję należy wybrać stosownie do własnych uwarunkowań, funkcjonujących w dostępnym Ci osobowym umyśle (manas) i zrobić to tak, aby nie gwałcić swoimi postanowieniami ani siebie, ani innych.

W oczywisty sposób pomysł, aby gwałcić siebie albo innych z powodu własnych pragnień, potrzeb albo wyobrażeń jest zwyczajną zbrodnią, generującą całe sekwencje uderzeń zwrotnych o bardzo bolesnym charakterze. Taka postawa gwarantuje nam, że długo niczego w tej kwestii z pewnością nie zrozumiemy.

Żeby więc wiedzieć, jak obserwować, musimy się dowiedzieć, cóż to jest ten ukryty (gupta) narząd psychiczny (indriya) o którym wspomina mistrz Wjasa.

No to popatrzmy… razem… tym razem…

Klasyczna Joga Indyjska wyróżnia pięć psychicznych narządów działania (karmendrija) z których jeden, wyróżniony jako zdolność rozmnażania (upastha), tworzy wszelkie cyklicznie odtwarzane schematy wewnątrz osobowego umysłu (manas).

Nowoczesna psychologia przynajmniej w części owe schematy nazwała instynktem, np. instynktem rozmnażania. Jednakowoż Joga w tym miejscu inspiruje nas do postrzeżenia ogólnej zasady wszelkiego powielania, odtwarzania lub reaktywacji już istniejących wzorców. Wzorców wszelkich, czegokolwiek by one dotyczyły, i jakich z pewnością nie wytworzyła pojedyncza osoba o pojedynczej psychice (manas).

W tym sensie psychologia wraz z psychiatrią na razie pozostaje bezsilna wobec tego, co nazwała instynktem. Poniżej przyjrzymy się, dlaczego. Tymczasem słowo o tłumieniu. Tłumienie instynktu jest możliwe, jednak za cenę potwornego cierpienia pojedynczej osoby o pojedynczej psychice (manas). Tłumienie wyrazu nie jest jednak w stanie pozbawić go mocy (siddhi) fenomenalizacji. A ostatecznie nie chodzi przecież o to, aby cokolwiek tłumić. Raczej, należałoby szukać innego „przejścia” dla takiej mocy (siddhi). Jogin albo hedonista, który cokolwiek tłumi, niczego w praktyce jogi (abhyasa) nie osiągnie, poza prawdopodobną eksplozją cech wzmiankowanej mocy (siddhi), które społecznie uznajemy za patologię.

Studiując jamę brahmaczarii popatrzmy na naszą psychiczną skłonność do powtórzeń, do powtórzeń wszelkiego rodzaju. Popatrzmy bez oceny, uzasadnienia ani usprawiedliwiania się, dlaczego to robimy. Popatrzmy na bezmiar umysłowego konformizmu, który jest generatorem olbrzymiej mocy, skoncentrowanej wewnątrz indywidualnych albo społecznych schematów działania, stopniowo sakralizowanych rytuałami zarówno świeckimi, jak i religijnymi.

Uaktywniony w osobowym umyśle (manas) psychiczny narząd rozmnażania (upastha) oznacza, że energia (prana) została już wcześniej zróżnicowana na skutek uprzednich przemian (parinama). A to oznacza, że już wcześniej została zamknięta w cykliczności obowiązkowych powtórzeń – według zadanego szablonu. Nie ma wyjścia [zamknięta energia (prana)], gdyż na poziomie osobowego umysłu (manas) nie możemy nie powtórzyć szablonu, choćbyśmy pozbawili się posiadanych narządów albo ciała w całości. Na tym poziomie i od tego poziomu możemy jedynie wypracować kulturę użycia energii płci, i w naszej ludzkiej tradycji mamy wyjątkowe przekazy o takim że charakterze i takiej praktyce.

Najbliższym europejskim pomysłem jest hellenistyczny hedonizm, który postulował takie użycie cielesnych (deha) zmysłów (indriya), aby przedwcześnie nie zniszczyć ani ich, ani ich cielesnego nośnika. Właściwa praktyka hedonizmu (bhoga) wymusza więc niejako bardzo zdrowy, niemalże „ekologiczny” rytm życia.

Nieco dalej na wschód od Europy, na obszarze Orientu wypracowano dwie, jeszcze bardziej zaawansowane formuły praktyki. Jedna z nich, to system starochińskich praktyk Taoistycznych. Druga, jeszcze bardziej zaawansowana, to staroindyjski system praktyk Tantrycznych. Obydwa orientalne systemy obsługi energii płci otwierają i angażują elementy nieosobowego Umysłu (buddhi), wynosząc nasze początkowo erotyczne doświadczenie poza sferę osobowego doświadczania. I to ten właśnie element odróżnia je od praktyki europejskiego hedonizmu, u którego osobowy umysł (manas) po doświadczeniu energetycznego błogostanu zwyczajnie… zasypia (nidra).

Spomiędzy tych dwóch orientalnych praktyk, formuła tantryczna (w przeciwieństwie do formuły taoistycznej), ma za zadanie pokonać barierę samouwielbienia, jaka powstaje w nieosobowym Umyśle (buddhi) z powodu zaangażowania elementów (zmysłów) subtelnych (suksmabhuta) w praktykę użycia energii płci.

I dlatego Tantra jest najbliżej rozpoznania i opanowania tego, co mistrz Wjasa opisał jako ukryty (gupta) narząd psychiczny (indriya), którego opanowanie jest cechą Bogów, gdyż omawiana jama (yama) nazywa się brahmaczaria (brahmacarya).

Brahmaczarinem jest więc ten, który podąża śladem Brahmy. Brahmaczarinem jest ten, który uaktywnił w nieosobowym Umyśle (buddhi) psychiczny narząd boskiego smaku (divyarasa). Wszystko to razem oznacza, że niezróżnicowana do tej pory energia (prana), została zamknięta w cyklicznym okręgu niepowtarzalnych [za każdym razem odmiennych] kreacji wszechświata i wszechstworzenia.

Według staroindyjskiej tradycji, Brahma był pierwszym śmiertelnym Bogiem mającym misję kreacji wszechświata i wszechstworzenia. Każdy kolejny cykl stworzenia wymagał pojawienia się swojego śmiertelnego Brahmy i był to warunek nieusuwalny oraz nie do ominięcia. To daje do myślenia albo kontemplowania, przynajmniej mam taką nadzieję…, że… niekiedy…, przynajmniej przez niektórych… brahmaczarinów.

W praktykowaniu brahmaczarii (brahmacarya) nie ma mowy o zatrzymaniu aktów stwórczych, ponieważ nie taki jest sens podążania ścieżką Brahmy. Ponawiamy wzmiankowane akty na planie fizycznym (deha), psychicznym (manas) albo duchowym (buddhi), zgodnie z indywidualnym przeznaczeniem, stopniowo je sublimując aż do momentu, w którym poczujemy że całkowicie wyczerpaliśmy swoje zainteresowanie kreacją jakichkolwiek zjawisk (vritti). A wtedy Brahma umiera… w nas.

Brahmaczaria na poziomie ciała (deha) oznacza najlepszy z możliwych jakościowo sposób na użycie energii płci, tak aby to, co materialnie tworzymy (włącznie z prokreacją), wydobywało z nas najlepsze nasze cechy (samskara).

Brahmaczaria na poziomie psychicznym (manas) oznacza najlepszy z możliwych jakościowo sposób, na użycie energii psyche, tak aby to co tworzymy w sferze naszych myśli oraz emocji, wydobywało z nas najlepsze nasze cechy (samskara).

Brahmaczaria na poziomie duchowym (buddhi) oznacza najlepszy z możliwych jakościowo sposób na użycie energii ducha – tak, aby to, co stwarza się w nieosobowym Umyśle (buddhi), stało się źródłem naszych najlepszych cech (vasana), dla osobowego umysłu (manas) oraz dla ciała (deha).

Ale powróćmy do naszego ukrytego (gupta) narządu psychicznego (indriya), który na poziomie osobowego umysłu (manas) manifestuje się jako zdolność rozmnażania (upastha). Jeśli bowiem praktyka jogi (abhyasa) jest na swoim początkowym etapie albo nie została ugruntowana, wówczas osobowy umysł (manas) jest elementem dominującym. W takiej sytuacji praktyk nie ma szans na wyjście poza schemat powszechny, obowiązujący wszystkich, dla wspólnego osobowego umysłu (manas). W zakresie brahmaczarii jedynym ratunkiem dla praktyka wydaje się wtedy być wyznaczenie sobie zakazów i tabu seksualnych, jednakże takie zakazy czy tabu, wyznaczone dla całych zbiorowości, bardzo szybko stają się narzędziem fizycznej i psychicznej kontroli oraz władzy ze strony nikczemnych. To jest droga donikąd.

Kiedy bowiem nasza praktyka jogi jest zaawansowana, a przez to stabilna i ugruntowana, podówczas to nieosobowy Umysł (buddhi) staje się u praktyka dominującym sposobem percepcji. A wtedy możemy tworzyć nowe wzorce użycia energii płci, całkowicie inne od tych, jakie już funkcjonują w osobowym umyśle (manas). Narząd psychiczny, który to umożliwia, na poziomie nieosobowego Umysłu (buddhi), zwie się boskim smakiem (divyarasa indriya). Boski smak (divyarasa indriya), jest ponadto przyczyną wykształcenia się w obrębie osobowego umysłu (manas) psychicznego narządu działania (karmendriya), określonego jako zdolność rozmnażania (upastha). Sam boski smak (divyarasa) jest stabilnym stanem istnienia otwartego cyklu ponownych przemian (parinama), [ w odróżnieniu od osobowego umysłu (manas), gdzie cykl jest zamknięty], ułożonych w cykliczne sekwencje (samsaracakra vritti), podobnych – jednak nie takich samych. Określenie podobnych, jednak nie takich samych jest tu kluczowe, bowiem opisuje nieskończoność możliwych form kreacji. To właśnie jest recepta na bycie twórczą oraz stwórczą mocą śmiertelnych Bogów (brahmacarya). Tak rozumiany potencjał twórczy oraz stwórczy mógłby się przejawić w uprawianiu radosnego seksu, w prokreacji, w kreacji prawdziwej sztuki, w stwarzaniu wzorców masowych społecznych preferencji, w wytworzeniu sposobów religijnego doświadczenia, a wreszcie w zmianach kodowania osobowego umysłu (manas) na poziomie instynktu oraz daleko poniżej.

Możliwe, że jesteśmy teraz za daleko i za głęboko w tym przekazie. Dlatego powróćmy do podstawowego poziomu naszego życia. Jeśli więc na co dzień, w całkiem drobnych albo wielkich sprawach będziemy bezkrytycznie jedynie odtwarzać codzienność, realizując zamknięte cykle ciała (deha) albo osobowego umysłu (manas), wówczas nie mamy szans wyjść poza determinację cykliczności. Samoczynne, czynione przez nieuwagę lub też na własne życzenie odtwarzanie się owej cykliczności osobowego umysłu (manas) w dłuższej perspektywie zwyczajnie wyjaławia i prowadzi do depresji, pozbawiając nas witalności (prana) aż do momentu, kiedy nawet nie chce nam się chcieć. Znakomita większość z nas doświadczała wielokrotnie podobnych stanów w pracy, w domu, w rodzinie, w obowiązkach społecznych, a nawet w praktykach religijnych. Toteż na tym poziomie, seks jest tylko jedną z rutynowych aktywności, którą po prostu należy… zaliczyć.

Kiedy spotykamy całkiem nową osobę, z którą możemy mieć intymny kontakt, wówczas ta obietnica czegoś nowego i nieznanego bardzo pobudza naszą witalność zarówno w ciele (deha) jak i w naszym osobowym umyśle (manas). A im silniejsza jest nasza autentyczna ekscytacja wzmiankowaną nowością, tym jaśniej, przynajmniej na chwilę, zabłyśnie nieosobowy Umysł (buddhi). A potem jest jak zawsze, i nieodmiennie tak samo, czyli cykliczna rutyna.

Co bardziej cwani organizują sobie aż nazbyt często kolejne nowości, aby doświadczać owego nagłego zabłyśnięcia Umysłu (buddhi), jednakowoż nawet oni się orientują, że w pewnym momencie zwiększona częstotliwość nowości staje się już tylko nowym sposobem odtwarzania się starej rutyny, osobowego umysłu (manas).

Zacznijmy więc od obserwacji siebie, kiedy autentyczne uczucie zawładnie nami w związku z inną osobą. Samo uczucie gwałtownie otwiera nam doświadczenie nieosobowego Umysłu (buddhi). I nic nie jest dla nas podówczas niewykonalne albo niemożliwe. I chociaż odtwarzamy zachowanie naszego ciała dokładnie tak samo, jak robiły to całe pokolenia żywych istot, to równocześnie jesteśmy przekonani o pojedynczej (eka) wyjątkowości stanu, którego doświadczamy.

Ten stan pobudzenia można skonsumować, przeżywając osobowo przyjemność samego momentu i przez chwilę należy się tam zatrzymać z własną uważnością, tak samo jak zatrzymujemy oddech zachwyceni doświadczanym pięknem. Potem jednak, wyniesieni pulsującą energią powrotu w górę, do nieosobowego Umysłu (buddhi), skupiajmy się na rozpoznaniu owego subtelnego i tajemnego (gupta) zmysłu kierującego stwórczością cykli otwartych (buddhi) i cykli zamkniętych (manas).

A co w zamian? Jakie są bezpośrednie i postrzegane skutki praktykowania zasady brahmaczaria (brahmacarya yama)? Są one dziwne, i mogą stać się pułapką. Oto bowiem pojawi się kolejna postać już zróżnicowanej energii subtelnej (prana), o nazwie virya (virya) albo odżas (ojas). O tym, która ostatecznie zawładnie naszą osobą, zdecyduje intencja, leżąca u podstawy naszej praktyki brahmaczarii (brahmacarya yama).

Jeśli pojawi się odżas (ojas), wówczas witalność naszej postaci niebywale wzrośnie, co samo w sobie stanowi o istocie fizycznego zdrowia, ale też zaczniemy wywierać wyraźny wpływ na innych, poprzez obezwładnienie ich poziomem zatrzymanej energii albo skalą uwalnianej energii witalnej. W tym miejscu praktyki pojawiają się u nas tzw. cudowne moce (siddhi), pośród których możemy ugrzęznąć aż do wyczerpania zasobu fizycznej i subtelnej mocy.

Jeśli jednak poprowadzimy przemianę poprzez virya (virya), wówczas ten rodzaj energii subtelnej uczyni z nas charyzmatycznego nauczyciela o nieprawdopodobnej mocy przekazu. To jest jedyna moc (siddhi), która służy praktyce jogi (abhyasa), bez utknięcia w krainach Mocy (siddha) w roli sługi Mocy (siddha).

Jacek Leśniewski
Γ Ν Ω Θ Ι Σ Ε Α Υ Τ Ο Ν
Nieformalny Komentarz do Jogasutr Patańdżalego
Sierpień 2019

*

W rozpatrywaniu komentarza Wjasy do Js II.30 w tłumaczeniu dr Leona Cyborana (Klasyczna joga indyjska, PWN 1986, str. 109) mogłoby być może pomóc zastąpienie cyboranowskiego „tajemny” (gupta) słowem „dyskretny” lub „utajony”, w słownikowym znaczeniu „trudny do wykrycia” – przyp. AB.