Satya yama

Mów prawdę (satya). Wyrażaj prawdę każdym uczynionym gestem. Bądź prawdą (nie wspominając już o tym, abyś była albo był, jeszcze na dodatek taką na przykład… drogą? A kiedy już nią idziemy, ową wzmiankowaną drogą, to może będziemy, może staniemy się jeszcze… życiem? Samym życiem, bez wskazanego celu, po prostu – życiem?).

Mów prawdę (satya). Tak zaleca, tak nakazuje jedna z pięciu zasad pierwszego stopnia pomocniczego praktyki jogi (abhyasa).

Ona nie zakazuje kłamstwa, lecz nakazuje prawdziwość (satya) dla każdego wypowiedzianego słowa, dla każdego wykonanego gestu, dla każdego procesu wnioskowana.

Ale patos! Tak niedościgniony, poprzez swoją niebiańską rozległość na przepastnych wyżynach nieludzkiego idealizmu. A my tak lubimy kłamać. Czynimy to powszechnie i tak często, że sami mamy problemy z oszacowaniem ilości oraz skali mentalnych (manas) fałszerstw.

Bo też przytłaczająca masa naszych kłamstw składa się z drobiazgów, drobnych kłamstewek bez znaczenia, bez szczególnej korzyści i bez widocznej straty dla oszukanego. Kłamiemy, żeby mieć spokój. Żeby skrócić niechciany kontakt. Żeby komuś oszczędzić zmartwień albo żeby uprościć trudną sytuację. I tak dalej, i tak donikąd, w nieskończoność.

Owszem, niekiedy tylko wiemy o wielu poważnych obyczajowych, społecznych, czy nawet kryminalnych kłamstwach. A niekiedy sami mamy z nimi pewien związek, być może jesteśmy ich źródłem, albo je tylko upowszechniamy. Jednak tym razem właśnie dzięki nim coś osiągamy, coś, co jak mniemamy, stanowi dla nas materialną,  intelektualną, względnie psychiczną wartość.

To jest swoisty nepotyzm umysłu (manas) wobec naszego osobowego ja (aham), który na wszelkie sposoby stara się przypodobać naszemu poczuciu ja (asmita).

Czyż nie tłumaczymy sobie i innym naszego zachowania? I czyż nie przedstawiamy jego w najlepszym możliwym kontekście, wespół z najlepszą dla nas samych interpretacją? Czyż jej nie zmieniamy według powyższej zasady, kiedy fakty przeczą temu, cośmy uprzednio twierdzili? Czyż tego właśnie nie robimy? I nie ma znaczenia czy się chwalimy czy krytykujemy, bowiem każda z opcji może nam „coś dać” i dlatego niezmiernie łatwo jest wówczas zagubić prawdziwość (satya) stanu (bhava), jaki rzeczywiście jest.

Umysł (manas) uwielbia konstruować ciągi logicznych przyczyn oraz skutków, ale jego niekompetencja logiczna sięga obszarów spoza przypisanej mu sfery. A prawda nie wymaga dowodzenia, gdyż po prostu jest (satya bhava). Dowieść można kłamstwa lub jego braku, ale nie można wyrazić logicznym dowodem stanu istnienia (bhava bhumi). Można natomiast nim, tym istnieniem prawdy (satya bhava), być, lecz umysł (manas) jest w tej kwestii kompletnie bezużyteczny.

I tylko bardzo, bardzo nielicznym przy dynamicznie funkcjonującym intelekcie (manas), po heroicznym wysiłku jego ustawicznego dyscyplinowania (tapas), udało się wyrażać prawdę w geście i słowie. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że bez dobrowolnie przyjętej na siebie dyscypliny (tapas), wyrażanie prawdziwości (satya), nie jest w ogóle możliwe.

Ujarzmienie (yukta) umysłu (manas) za pomocą jarzma (yoga) dyscypliny (tapas) oznacza pozostawienie ego (aham) w stanie zawieszenia: bez nepotycznej j-ego (aham) obsługi przez tenże umysł (manas). W tym przypadku, dyscyplina (tapas) oznacza dosłowne, bezwarunkowe i nieograniczone czasem wypełnianie przynajmniej jednej zasady (yama, niyama).

W takiej sytuacji umysł (manas) jest aktywny, ale nie czyni on żadnego wewnętrznego monologu, uzasadniającego dobre albo złe samopoczucie, naszego poczucia ja (asmita). Jest to bowiem rzecz, która podówczas traci jakiekolwiek znaczenie. Jeśli tak właśnie to widzisz, to znaczy że jest dobrze, a ty jesteś w właściwym miejscu praktyki (abhyasa).

Aby ułatwić ci to zadanie, spróbuj na początku praktyki (abyasa) myśleć (anumana) w trzeciej osobie. Musisz jednak wiedzieć, że ten stopień praktyki (abyasa) jest bardzo niestabilną pozycją, toteż nadzwyczaj łatwo utracić zarówno i prawdziwość (satya), i równowagę umysłu (manas).

Umysł (manas) obsługuje i chroni poczucie osobowego Ja (asmita) dosłownie za każdą cenę, a poprzez osobowe myśli oraz osobowe emocje konstruuje doświadczaną zmysłami (karmendriya, jnanedrija) „realność” ego (aham). Ten rodzaj umysłu (manas) ma takie właśnie zadanie, gdyż jest wytworem osobowego Ja (aham) i nie potrafi inaczej.

Może on być trzymany w jarzmie (yoga) tylko dzięki dyscyplinie (tapas), gdyż pozostawiony samemu sobie będzie się inflacyjnie zapadał, aż do najniższego możliwego stopnia, biegunowo odległego od stanu prawdziwości (satya bhava).

Oczywiście odpowiednią dyscyplina wobec umysłu (manas) potrafią się wykazać osoby, które nigdy nawet nie słyszały o praktyce jogi (abhyasa). I to jest piękne, bowiem joga jedynie porządkuje ten wysiłek, przekształcając szlachetne porywy serca w powszechny nurt nieosobowego strumienia życia (jiva). I wszyscy, którzy przynajmniej jeden raz doświadczyli niewypowiedzianej jedności z pięknem albo przyrodą, albo z prawdziwym uczuciem, albo z czymś jeszcze bardziej egzotycznym, ci wszyscy wiedzą jak wygląda nieosobowa percepcja życia (jiva), … życia samego, jego prawdziwego (satya) nieskrępowanego przejawu.

Jeśli kiedykolwiek ci się to przytrafiło, wówczas po prostu uzyskałaś lub uzyskałeś stan jednorodności ze zjawiskiem w przestrzeni Umysłu (buddhi). To w tej sferze możesz uzyskać naturę wspólną ze zjawiskiem – a to nie jest, bo nie może być, nieprawdziwe (satya), choć może być kłamstwem. Można bowiem uzyskać naturę wspólną ze zjawiskiem kłamstwa, nazywając je kłamstwem, i to akurat jest czysta prawda (satya).

Uzyskiwanie natury wspólnej ze zjawiskiem opisuje sutra 4. pierwszego rozdziału Jogasutr (Js. I 4) i jest to jedyny dostępny wcielonej istocie (deha), stan bycia prawdą (satya bhava), w przeciwieństwie do opisywania prawdy (satya). Ten pierwszy realizuje się poprzez Umysł (buddhi) a ten drugi poprzez umysł (manas).

Uwielbiam mistrzów zen za sposób, w jaki doprowadzają umysły (manas) neofitów do stanu destrukcyjnego wrzenia. Zwoje mózgowe adeptów dosłownie zgrzytają w morderczym uścisku logiki i wyuczonych schematów, porażone absurdalnością powierzonego im przez mistrza zadania.

No bo jak niby mamy odpowiedzieć na pytanie „Czy pies ma naturę Buddy”?

A może by, po prostu, przyjąć naturę wspólną ze zjawiskiem? I będzie po nieistniejącym problemie? Bowiem w tym koanie nie ma niczego, na co trzeba by znajdować odpowiedź. Tak jest zresztą z każdym innym koanem.

Mistrzowie Praktyki Jaźni na Wprost pomagają w ten sposób adeptom życia dostrzec jego nieosobowy przejaw, który jest dostępny poprzez przebudzenie (buddha) albo odsłonięcie Umysłu (buddhi). W sumie to jedno i to samo.

Umysł (buddhi) spontanicznie pokazuje, odbija, tworzy i stwarza nieodkształcony przez osobę (aham), prawdziwy (satya), unisoniczny obraz całości życia (jiva).

Ten stopień stanu (bhumi) jest nieco bardziej stabilny aniżeli sytuacja, w której jedynie za pomocą dyscypliny (tapas) ujarzmiamy (yukta) umysł (manas). Można powiedzieć, że ten drugi [stopień] służy wytworzeniu tego pierwszego i jeśli ktoś praktykuje w ten sposób, to wreszcie zrealizuje zasadę prawdziwości (satya yama). Nawet wtedy, kiedy nie ma pojęcia o samej jodze (yoga). Tak właśnie istnieje prawda (satya).

Ale większość z nas, żyjących średnio-codziennym życiem, nie dostrzega żadnych negatywnych skutków miriadów drobnych kłamstewek. Mkną one całymi strumieniami w naszej nieprzytomności od i do ego (aham). A jednak istnieje pewna drobna i bezpośrednia konsekwencja tolerowania owego stanu rzeczy.

Otóż wypowiadane prze nas słowa nieodwołalnie tracą moc przekształcania naszego własnego umysłu (manas), a także umysłów (manas) innych, do jego szlachetnej przemiany. Po prostu nie jesteśmy w stanie nikogo do niczego przekonać, z wyjątkiem inflacyjnie narastającej nikczemności, jeśli oczywiści w tym kierunku zdążamy z obsługą własnego umysłu (manas). A i wtedy nikt nam nie wierzy, chociaż chętnie przejmuje wszelkie odkształcone obecnością ego (aham) twory i po-twory umysłu (manas).

Jeśli chcemy powstrzymać ów „swobodny spadek umysłu” pośród masy zwyczajowych kłamstewek, musimy skończyć z praktyką niebycia prawdziwym (satya).

No dobrze, ale jak to zrobić? Czy nasze życie może wówczas pozostać takie samo jak dawniej, to znaczy żebyśmy nie utracili tego i tych, których uważamy za istotnych?

Jest na to niepoliczalna ilość sposobów, bowiem Umysł (buddhi) jest źródłem amorficznej i asymetrycznej pomysłowości, twórczo i stwórczo powołując do istnienia niespotykane reakcje oraz jeszcze nieistniejące związki przyczynowe. W ramach niniejszej pracy nie ma miejsca na wykład o tym jak tego konkretnie dokonać, chociaż wskazówkę pozostawiam. Jest nią realizacja Umysłu (buddhi). Ostatecznie, i tak część naszego świata naturalnie odejdzie, a na jego miejscu pozostanie pusta przestrzeń, obsługiwana przez żywą spontaniczność (buddhi). I to tutaj zamieszkuje prawda (satya), która zmienia nas samych, nasze otoczenie i jego percepcję, samą swoją obecnością. Podówczas jedno lakoniczne słowo albo jeden drobny gest może stać się wydarzeniem o charakterze tektonicznym, wstrząsając kimś aż do głębi, ku niezwykłej przemianie, z samadhi włącznie.

Tak właśnie praktykujemy zasadę uwewnętrznionego stanu prawdy (satya) z pierwszego członu pomocniczego praktyki jogi (abhyasa).

Jacek Leśniewski
Γ Ν Ω Θ Ι  Σ Ε Α Υ Τ Ο Ν
Nieformalny Komentarz do Jogasutr przypisywanych Patańdżalemu
2019